Ulica nie zna nocy,

nie zna nocy ani dnia.
Tu albo pijesz,
albo bijesz, albo ćpasz.

To co nie twoje jest - bierz.
Co swoje.... strzeż.
To nie dla ciebie jest.
Nie... nie dla ciebie jest.

Lądują tu tylko ci,
których nie chce nikt.
Nie mają nikogo,
nie mają dokąd iść.

Tu jest ich dom
i nic do końca świata
nie zmieni ich...

ref.
Ludzie ulicy tacy są.
Wierzę tylko w to,
w co wierzyć chcą.
Tu jest ich dom
i nic do końca świata
nie zmieni ich...

Nie mają szmalu,
za to mają czas.
Dla nich praca bez końca
- to ten kto rozum ma.

Nie będzie brudził rąk
za marny grosz.
Nie będzie brudził rąk
za marny grosz.

Lepiej iść na dno
Kiedy? Zaglądał do nich
- kiedy? pewien gość.
Człowiek bez powiek,
słuchali go.

Pił i mówił im,
jest miłość i jest Bóg.
Nie uwierzyli mu...
Nie uwierzyli mu, nie...

ref.
Ludzie ulicy tacy są...









Nareszcie żyję, jak chcę.

Nareszcie czuję się dobrze,
szacunek mam niczym ksiądz,
szlachetny jestem jak książę.

I wszyscy kochają mnie
i nagle wszyscy klękają;
gdy trzeba, tańczą jak chcę
i zawsze dla mnie coś mają

ref.
To się stało bardzo szybko.
Tak, jak z nieba grom
rozjaśniło się pod dachem.
Wiem już, gdzie był błąd.

Mogę wreszcie coś mieć
i nie muszę już prosić.
Mogę kazać i chcieć,
albo mądrości głosić.

Inni tak mali są,
tak zupełnie nie ważni.
I nie wiedzą jak żyć,
nigdy nie byli w łaźni.

ref.
To się stało bardzo...

Tyle różnych spraw robiłem
i nie wyszło mi.
Teraz mogę sobie żyć
tak, jakby nigdy nic.

Niektórzy mają mnie gdzieś
i wytykają mi błędy.
To wcale nie ważne jest,
bo to są tylko przybłędy.

Tu zawsze znajdzie się ktoś,
kto błaga mnie drżącym głosem.
I sprzedam mu biały proch,
a zaraz wciągnie go nosem.

ref.
To się stało bardzo...