We włosach jej dzikie kwiaty i wiatr,
różowa dusza i miłość na tak.
Pachniała latem i słodkim snem.
Księżyc i słońce wciąż kłóciły się w niej.
Wysokie fale i spacer po dnie.
Ten pierwszy raz nie pamiętam już gdzie.
Na słodkim śniegu pukaliśmy do drzwi,
nikt nie otworzył, w niebie nie czekał nikt.
Coraz wyżej , bliżej gwiazd....
ref.
Jak anioły wciąż spadamy na twój dach, bliżej gwiazd.
Jak anioły wciąż spadamy na twój dach, na twój dach.
Ulica snów... Wiesz jak jest, byłeś tam.
Jak musisz kusi ustami bram.
Na słodkim śniegu pukaliśmy do drzwi,
nikt nie otworzył w niebie nie czekał nikt.
Coraz wyżej, bliżej gwiazd....
ref.
Jak anioły...
Kiedy w ręku trzymam strach,
kiedy ogień tańczy w nas,
słodki śnieg to tylko śnieg.
Wtedy chcę być z nią bliżej gwiazd....
ref.
Jak anioły...
Nareszcie żyję, jak chcę.
Nareszcie czuję się dobrze,
szacunek mam niczym ksiądz,
szlachetny jestem jak książę.
I wszyscy kochają mnie
i nagle wszyscy klękają;
gdy trzeba, tańczą jak chcę
i zawsze dla mnie coś mają
ref.
To się stało bardzo szybko.
Tak, jak z nieba grom
rozjaśniło się pod dachem.
Wiem już, gdzie był błąd.
Mogę wreszcie coś mieć
i nie muszę już prosić.
Mogę kazać i chcieć,
albo mądrości głosić.
Inni tak mali są,
tak zupełnie nie ważni.
I nie wiedzą jak żyć,
nigdy nie byli w łaźni.
ref.
To się stało bardzo...
Tyle różnych spraw robiłem
i nie wyszło mi.
Teraz mogę sobie żyć
tak, jakby nigdy nic.
Niektórzy mają mnie gdzieś
i wytykają mi błędy.
To wcale nie ważne jest,
bo to są tylko przybłędy.
Tu zawsze znajdzie się ktoś,
kto błaga mnie drżącym głosem.
I sprzedam mu biały proch,
a zaraz wciągnie go nosem.
ref.
To się stało bardzo...